Archiwa tagu: retro

MP-trójki

Dzisiaj będzie kolejna podróż sentymentalna, acz nieco milsza. :) Tylko pewnie jakaś łyżka dziegciu i tak się tu trafi, bo ciężko mi wspominać tamte czasy po prostu dobrze i miło.

W latach 90 muzyki słuchało się na walkmanach, a na przełomie lat 90 i 00 – na discmanach. Tak jak czasem piszę, nie jestem z biednej rodziny, lecz z hajsem raczej był kał i nie miałam popularnych w tamtych czasach sprzętów i gadżetów ot tak, na wyciągnięcie ręki. Ale walkmana i magnetofon miałam. Oryginalnych kaset miałam niedużo (ale za to posiadałam oryginalną Antologię Beatlesów!), rdzeń mojej młodzieńczej “mediateki” stanowiła muzyka nagrywana z radia lub telewizji/magnetowidu (miałam taki magiczny kabel, który to umożliwiał). Potem (koniec gimnazjum i liceum) muzyki słuchałam głównie z komputera (Winamp na zawsze w mym sercu), a poza domem – z walkmana. Nie zabierałam go jednak do szkoły, chcąc uniknąć interakcji z rówieśnikami, które wywoływały u mnie objawy psychotyczne. :’) Poza tym bałam się, że będą się ze mnie śmiać – nie słuchałam wprawdzie disco polo czy ówczesnego rapu, ale byłam przyzwyczajona do kiepskiego traktowania, więc no. Liceum to była u mnie psychicznie dzika dżungla bez trzymanki i do dziś nawiedza mnie to w snach.

Jakoś na przełomie 2005 i 2006 roku ojciec dał mi discmana z demobilu, którego dostał od kogoś za darmo. Discman trochę się rozwalał, ale generalnie działał. Wypalałam więc płyty audio CD na komputerze i mogłam ich słuchać, chociaż sprzęt czasem czegoś nie czytał, czasem się zacinał, przeskakiwał itp. W końcu jednak przyszła pora i discman zdechł. Równolegle w sprzedaży pojawiła się totalna nowość: przenośne odtwarzacze plików mp3. Cena niestety była początkowo wysoka, ale sprzęt szybko stawał się coraz popularniejszy, więc pojawiały się zarówno promocje, jak i skromniejsze wersje. Pierwszy raz próbowałam zakupić taki odtwarzacz w promocyjnej cenie w wakacje 2006 r. i specjalnie pojechałam po niego do Saturna w Silesii w Katowicach. Oczywiście na miejscu zastałam tylko pustą półkę, bo wszystko sprzedało się jak przysłowiowe świeże bułeczki. No trudno. Druga okazja nadarzyła się już wczesną jesienią – w sklepie Makro. Makro było w tamtych czasach synonimem wszelkiego luksusu i dobrobytu, istny Sezam jak to ujął kiedyś mój znajomy.
Moim pierwszym odtwarzaczem mp3 był Creative MuVo Mix.

Miał 512 MB pamięci i nie miał wbudowanego akumulatora, jak zdecydowana większość takiego sprzętu w tamtych czasach. Trzeba było wkładać baterię albo akumulatorek. Miałam tych akumulatorków kilka i zawsze nosiłam jeden naładowany przy sobie, żeby czasem odtwarzacz mi nie zdechł w trasie, bo to byłby najgorszy możliwy koszmar. Oczywiście już w tamtych czasach istniały o wiele lepsze sprzęty, ale były daleko poza moim zasięgiem finansowym.
Mp-trójki Creative używałam w sumie przez trzy lata i dosłownie był on wtedy moim najwierniejszym i najlepszym przyjacielem. Z powodu silnych lęków społecznych i objawów psychotycznych było mi trudno poruszać się wśród ludzi, a i niestety często – chociaż miałam już 20 lat – padałam ofiarą chamskich komentarzy czy heheszków na ulicy, i to akurat mi się nie uroiło. Tak więc żebym mogła czuć się poza domem bezpiecznie, musiałam mieć na uszach słuchawki. Nie pytajcie, czemu tak było – po prostu ludzie to częstokroć przygłupie gnojki, których niedorobiony mózg, wciąż działający na sofcie z jaskini, każe im piętnować wszelką inność, jaka tylko wpadnie im w oko. Nawet jeśli to tylko obca, młoda i całkowicie nieszkodliwa osoba na ulicy.

Ale akurat w tym przypadku miłe wspomnienia przeważają. Dzięki mojemu MuVo nie nudziłam się i nie stresowałam w drodze na oddział dzienny, do szkoły policealnej czy gabinetu psychiatry. Zapadł mi w pamięć taki obraz, jak siedzę wygodnie na jednej z kanap na oddziale dziennym i słucham utworu “Wiosna 1905” Kaczmara – a akurat była wiosna, tyle że 2007 roku.

Tymczasem moja mieszkająca po sąsiedzku koleżanka (będąca podobnym outsiderem i wyrzutkiem jak ja) miała taki odtwarzacz:

Każdy, kto pamięta te odtwarzacze wie, że były one nie do zdarcia. Ten egzemplarz również służył koleżance kilka długich lat i pewnie gdyby znalazła go gdzieś teraz, to nadal by działał. :) Często wymieniałyśmy się muzyką, tak swoją drogą.

Odtwarzacza Creative używałam, jak napisałam, przez trzy lata. W 2009 r. zastąpił go dużo bardziej wypasiony model, SanDisk Sansa Fuze.

Pozazdrościłam koledze, który miał taki odtwarzacz i mocno go zachwalał, i też kupiłam. Za pierwszą w swoim życiu wypłatę na ówczesnym stażu. Kupno tego odtwarzacza było jedyną zaletą pracy w tym obsranym januszeksie, aspirującym (ale w najbardziej możliwy chu*owy sposób) do bycia korpo.

Swoją drogą, dopiero po wielu latach dowiedziałam się, że było kilka innych kolorów – ale to chyba nie na polskim rynku…? Z tamtych czasów pamiętam tylko czarne.

Sansy używałam tak długo, aż zdechł jej akumulator i przestał się ładować. Kupiłam coś w rodzaju następcy:

Ten odtwarzacz był średni, potem miałam jeszcze ze dwa tanie, a jakoś tak się porobiło, że wraz z rozwojem telefonów i smartfonów odtwarzacze mp3 były coraz gorszej jakości, aż w końcu sama przestałam się nimi interesować.
Na kilka długich lat moim odtwarzaczem został właśnie smartfon, a muzy słucham w apce Musicolet (całkowicie darmowa i zero reklam!) oraz na Spotify.

Tymczasem znajomy z forum napisał mi, że odtwarzacze mp3 są cały czas w sprzedaży, i aż zajrzałam na strony kilku popularnych sklepów z elektroniką… No i stało się, szmatan mnie pokusił. ;)

Cudowny sprzęcik o niebanalnym wyglądzie. Ma 8 GB pamięci, ale można używać dodatkowej karty micro SD. Do tego, co jest dla mnie ważne, odtwarzacz Snowsky obsługuje bluetooth.

Oczywiście obecnie jestem mniej moblina, niż w 2006 roku i nieco później, no i też nikt już mnie nie komentuje na ulicy, ale mimo to odtwarzacz również znalazł zastosowanie w mojej teraźniejszości. :)

Fotogramy

Dzisiaj zabiorę was w krótką podróż sentymentalną.

Fotogram – definicja

Kontekst jest taki, że w latach 2007 – 2009 jako 21-latka uczęszczałam do szkoły policealnej na kierunek technik organizacji reklamy. Nie będę wam tu opisywać całego lore ani żadnych wybitnie ciekawych historii; do szkoły zapisałam się po to, żeby spróbować zacząć w miarę normalnie funkcjonować po półrocznej terapii na dziennym oddziale psychiatrycznym. A wybrałam taki a nie inny kierunek, bo miałam wtedy zajawkę na grafikę komputerową i coś mi się tam tłukło po głowie, że mogłabym z tym związać życie zawodowe.

W tamtej szkole tak jak w każdej innej, trzymałam się na uboczu i nie nawiązałam żadnych znajomości. Byłam mocno lękowa, psychotyczna i brałam wysokie dawki Olzapinu (tbh dla mnie każda dawka Olzapinu jest zbyt wysoka xD), co skutkowało tym, że często spałam na lekcjach i oczywiście hehe patrzcie, ta znowu śpi, beka z typiary lol. Większość ludzi to byli zresztą niespełnieni artyści, którzy nie dostali się na ASP i kiblowali, ale w moim skillu rysunkowym niestety byłam hen daleko za nimi, co dodatkowo potęgowało moją niechęć i alienację.
Przedmioty nie były jakieś specjalnie interesujące, ale na szczęście wymagania nie były zbyt wysokie. Na grafice komputerowej nauczyciel opowiadał jakieś swoje filozofie i historie z życia, więc na szkolnych komputerach głównie oglądałam filmiki z moich ulubionych wtedy gier na YT, bo nudziłam się jak mops. Często olewałam zajęcia, bo wolałam zostać w domu i spać, a potem grać w gry i robić komiksy w Garry’s Modzie, a następnie pisałam sobie usprawiedliwienia i zaliczałam sprawdziany w drugim lub trzecim terminie. xD Tak zresztą robiła cała moja grupa. Pewnie łatwiej byłoby mi to przetrwać, gdyby wtedy istniały już smartfony. Ale nie istniały.

Wśród przedmiotów była też fotografia – analogowa. Byłam wtedy na ten przedmiot ewidentnie za głupia, a nauczycielka była dość irytująca, ale co zrobić? Kobieta rozdała Zenity tym co nie mieli własnych aparatów (ja miałam Zorkę po dziadku) i mieliśmy polatać po osiedlu, na którym znajdował się budynek szkoły i pocykać jakieś fotki. Ja stwierdziłam, że nie chce mi się latać po zimnie z ludźmi, którzy z całą pewnością na pewno mnie szczerze nienawidzą, więc pocykam w mieście rodzinnym z koleżanką. …z czego guzik wyszedł, bo ona pracowała do późna, a to już była zima, więc szybko robiło się ciemno. A sama oczywiście bałam się chodzić po mieście z aparatem. :’) W dodatku nie miałam zielonego pojęcia o fotografii, a o analogowej to już w ogóle, więc nie umiałam nawet prawidłowo ustawić aparatu.
W końcu nadejszła wiekopomna chwila, w której mieliśmy finalne zajęcia w szkolnej ciemni i wywoływaliśmy samodzielnie te nasze fotografie. Ciemnia była wyposażona w powiększalniki Krokus, takie z PRLu, kuwety, koreksy, chemikalia i inne potrzebne rzeczy.

(moja Zorka po dziadku)

Nie muszę mówić, że z wywoływania zdjęć wyszło mi jedno wielkie guano. Po pierwsze, moje zdjęcia technicznie były tragedią, bo nie miałam bladego pojęcia co robię i jakie opcje w aparacie ustawiam. XD Po drugie, jak nauczycielka mówiła o doborze chemii, to oczywiście spałam, i jak przyszło co do czego, to w ogóle nie wiedziałam co jest grane i co mam tam dolać – i to było mocno problematyczne, bo jak napisałam, z powodu psychotycznych jazd i lęków bardzo ciężko było mi rozmawiać z ludźmi z grupy. No niestety, takie były wtedy moje realia.
Także wyszło mi jakieś gównidło, które potem trafiło do kosza – ale przedmiot w bólach zaliczyłam, więc mogłam zapomnieć o sprawie.

Ale ale, to wcale nie koniec historii. Nauczycielka pokazując nam możliwości Krokusów, opowiedziała o czymś, co nazywa się fotogram i zademonstrowała jak to się robi. Spodobało mi się i zrobiłam aż trzy.

Pierwsze to mój kolczyk, drugie – randomowe spinacze (jak widać), a trzecie to moje ówczesne słuchawki. Bodajże JVC Gumy w kolorze niebieskim – to o tyle ważne, że bez mojego ukochanego odtwarzacza mp3 Creative MuVo Mix nie ruszałam się z domu nawet na krok. Swoją drogą, do dziś mi się śni, że muszę naładować do niego akumulatorki, żeby czasem mi nie zdechł w podróży – niezbadane są ścieżki umysłu schizofrenika…

To co tu widzicie, to oczywiście skany – oryginały na papierze fotograficznym przepadły gdzieś w mrokach historii. No i taka to była historia, dzięki za uwagę i do następnego. :3