Sztuką cyfrową zajmuję się plus minus od 2005 roku. Tak “na serio”, bo pewne próby i podejścia miałam już wcześniej, jako uczniak z liceum.
Kiedy w 2006 r. dowiedziałam się, że istnieją urządzenia peryferyjne, dzięki którym można rysować na komputerze “jak na kartce”, byłam tym oczarowana i oczywiście też chciałam mieć swój tablet graficzny. Moim ówczesnym problemem była niestety bieda ekonomiczna, przez którą takie urządzenie było poza moim zasięgiem. Wtedy na rynku były tylko tablety firmy Wacom. W sensie, nie tylko – były też tablety firmy Pentagram oraz innych, podobnych jakościowo “marek”, które psuły się natychmiast po wyciągnięciu z pudełka. :) Serio, serio, zapytajcie artystów, którzy w tamtym czasie tworzyli cyfrowo. :)
Ale mam to do siebie, że jak się uprę, to osiągnę cel i w końcu mi się udało.
Moim pierwszym tabletem graficznym był Wacom Graphire 4 (używany w latach 2007-2014).

Tablet kupiłam w 2007 r., ale… przeleżał na półce jakieś cztery lata. Tak, początkowo rysowanie na tablecie przerosło mnie i to nawet bardzo… Wydawało mi się to bardzo trudne i kompletnie nie do opanowania. Nie umiałam sobie z tą sprawą poradzić. Rysowałam więc tradycyjnie – szkic ołówkiem + lineart cienkopisem – skanowałam to i jakoś tam nędznie obrabiałam na komputerze. Strasznie się tego wstydziłam i nikomu nic nie mówiłam, bojąc się wyśmiewania. To był początek mojego leczenia, więc bywało różnie. Dopiero na początku 2011 r. zacisnęłam zęby, ogarnęłam temat “jak należy” i odtąd lineart robiłam już na tablecie, na zeskanowanym szkicu, wykonanym ołówkiem. Jako ciekawostkę dodam, że szkice cyfrowe zaczęłam robić dopiero w 2021 r. i teraz nie wyobrażam sobie, że można było inaczej. :) Ach te “bezpieczne” schematy w głowie.
Wacom Intuos Pro M (2014 – 2019)

Intuos Pro był w tamtym czasie tabletem z naprawdę wysokiej półki – lepsze były tylko ekranowe Cintiq, kosztujące kilkanaście tysięcy złotych. Ten tablet przyleciał do mnie z… Australii. W 2014 roku moja mama poleciała tam odwiedzić rodzinę, a ja odkryłam, że za oceanem Intuosy są dużo tańsze, niż w Polsce i poprosiłam o przysługę. Była oczywiście inba, bo tablet nie zmieścił się do zwykłej walizki i musieli kupować jakąś nową specjalnie na bagaż podręczny, a ciocia była podobno na mnie wkurzona pytając się mojej mamy, dlaczego nie mogę po prostu rysować na kartce. :D Nie speszyłam się tym specjalnie, a tablet przyleciał cały i zdrowy. Rysowanie na nim było niesamowitym doznaniem. Bardzo na niego czekałam, wręcz odliczałam dni – a to były czasy, w których nie spotykało mnie zbyt wiele dobrych rzeczy.
Kiedy Intuos zaczął niedomagać ze starości, sprzedałam go tanio znajomemu, który chciał uczyć się rysowania w digitalu – Intuos służył mu jeszcze jakiś czas, a ja kupiłam…
Huion Inspiroy H1060P (2019 – 2020)

Tak, Huion to bardzo zabawna nazwa hahaha hihihi hehehe rotfl lol, pośmialiśmy się wszyscy, więc do rzeczy. :)
Huiony okazały się być fajną alternatywą i dobrą konkurencją dla drogich Wacomów. Firmie Wacom w tamtym czasie trochę się odkleiło w kwestii cen – Huion w ciągu kilku lat postawił ich do pionu, oferując dobre i DUŻO tańsze tablety płytkowe.
W 2020 r. zachciało mi się burżujstwa (pracowałam w szicie o nazwie ZAZ i miałam mały, acz stały dochód) i sprawiłam sobie pierwszy w życiu tablet ekranowy.
Huion Kamvas 20 (2020 – 2023)

Tablet kosztował sporo – całe 2000 zł, nie obyło się więc bez zjebanych komentarzy typu “nie było tańszego?” albo “nie zarabiasz na tym, więc bez sensu”. No cóż. Po trzech latach okazało się, że ten tablet absolutnie nie był wart swojej ceny, bo zaczął mieć problemy z naciskiem w jednej części ekranu. Dodatkowo był wielki, ciężki i nieporęczny. Sprzedałam go za pół darmo znajomemu, który chyba jeszcze do dziś ma z niego pożytek. :)
Ponieważ nie byłam już w stanie rysować na tablecie płytkowym – serio, to jest wielki przeskok i wielka różnica!, następcą został inny tablet ekranowy:
Wacom One Display 13 (DTC133) (2023 – 2026)

Mały, zgrabny i fikuśny… niestety odrobinę za mały. Jego największą wadą był dziwaczny kabel, który uwielbia się psuć (jeden mi się popsuł, ale drugi rozjechałam krzesłem xD), a nowy to niestety koszt ~200 zł. Nie ma żadnego taniego chińskiego odpowiednika, ani nic innego. Do tego folia na ekranie jest obowiązkowa, o ile nie chce się go błyskawicznie zarysować i tym samym zniszczyć.
Jakiś czas temu Wacom One 13 zaczął trochę niedomagać. W sensie, działa, ale od czasu do czasu – częściej niż rzadziej – rozłącza się i trzeba uruchamiać go ponownie. Nie miałam pewności, ale obstawiam, że to wina tego nieszczęsnego kabla, który nawet jako nówka wygląda jak coś, co tylko prosi się o to, by ulec awarii przy pierwszej lepszej okazji…
No i to jest następca.
Wacom One 14 Pen Display (2026 – obecnie)


Tablet na pierwszym zdjęciu wydaje się duży, ale w rzeczywistości taki nie jest. Jest mniejszy od One 13 – ale ma większy obszar roboczy i ogólnie jest smuklejszy. Wielką zaletą jest to, że podłącza się go po prostu jednym kablem USB C, a nie jakimś skomplikowanym dziwactwem. Wadą (dla mnie) jest z kolei to, że nie ma “nóżek” i muszę kombinować jakąś podstawkę. Ale od czego jest drukarka 3D. :)
