Archiwa tagu: social media

Z czym jem Fedi?

Drugie podejście do wpisu o Fediverse… Tym razem będzie krótszy. :)
Pozwólcie, że nie będę was raczyć moimi refleksjami na temat mainstreamowych social mediów i sposobu ich działania – ktoś zrobił to lepiej i zwięźlej. :)

Wszystkie najważniejsze informacje o Fediverse – w tym definicje co to w ogóle jest, znajdziecie tutaj.
Kiedyś na Mastodonie jeden z moich mutualsów napisał w jakiejś wymianie komentarzy, że nie ma co się bawić w mesjasza – Fedi nie jest dla każdego i nie każdemu podejdzie taki koncept, i miał rację. Każdy używa tego co chce, i tyle – ale nie zaszkodzi napisać paru słów, bo nie każdy wie, że współczesny internet to nie tylko Google, Meta i X.

No właśnie, jestem jednym z tych nielicznych twórców, który przedkłada jakość nad ilość. A ponieważ mój fanbase to jedna osoba (mój partner), nie jestem skazana na tkwienie w jakimś toksycznym miejscu typu X czy Facebook tylko dlatego, że tam mam największy ruch, zasięgi i zamówienia na tzw. komisze. Tutaj jest winna moja choroba psychiczna. Nie umiem w fanbase i w interakcje z tzw. fanami, nie umiem pomysłowo prowadzić peja czy konta, żeby to przyciągało ludzi i było klikalne, nawet bez kontrowersji czy toksyny – chociaż doskonale znam mechanizmy psychologiczne, które przyciągają fanów do kontentu. Ale to jakoś tak, jakbym nie była sobą. A lubię być sobą z całym dobrodziejstwem inwentarza (patrz: moje trzy diagnozy) tworząc i publikując, i pewnie dlatego tak niewiele osób zwraca na to uwagę. :’)
No i jestem dobrym człowiekiem, ale mam słabe nerwy i z tego powodu nie kręci mnie pokazywanie mojej twórczości stadu małp, które jedyne co potrafi, to drapać się po dupach i rzucać swoim guanem w każdym możliwym kierunku. I możliwość zablokowania takich stworów mnie nie przekonuje, bo jak nawinął Zeus –

Musiałem to, że nie jest fair, jakoś ukryć i strawić
Nie bawi mnie szukanie w gównie nawet cudnej kawy

Dobra, więc do rzeczy. :)
Jeśli chodzi o Fedi, używam dwóch usług.
Pierwsza to Mastodon. Mastodon to, w najprostszym tłumaczeniu, “coś jak Twitter”. Czyli po prostu mikroblog z limitem znaków (limit jest zależny od danego serwera), gdzie można wrzucić do czterech plików graficznych. Korzystam z dwóch serwerów, 101010.pl i mastodon.social.

Druga to Pixelfed, czyli zdrowa alternatywa dla Instagrama. Pixelfed to medium, którym Instagram był ~15 lat temu (ale przestał być), zanim wykupiła go Meta. Publikuje się tam zdjęcia – tylko i aż. Żadnych rolek, żadnych trendów, żadnego AI slopu. Korzystam z oficjalnego serwera pixelfed.social, którego admin dokłada wszelkich starań, żeby i serwer i aplikacja na telefon działały sprawnie. Jeśli ktoś szuka jednak tych krótkich formatów wideo, bez problemu znajdzie je w innych serwisach Fedi: Loops czy PeerTube.
Dodam, że komunikacja pomiędzy większością serwerów jest na ogół dobra, ale czasami zawodzi i na przykład nie wyświetlają się zdjęcia czy nie można komuś odpisać. Ale przypomnę, że działaniu Facebooka i Instagrama również daleko do ideału, a na Fedi w razie problemów przynajmniej otrzyma się realną pomoc od żywego człowieka.

Okej, co więc – w mojej mocno subiektywnej opinii – sprawia, że wolę Mastodona i Pixelfed od X, Facebooka i Instagrama?

Po pierwsze, interakcje z żywymi ludźmi. I to takimi, którzy posiadają mózgi. Jasne, i tam może się trafić jakiś cham i dziwadło, ale są to naprawdę sporadyczne przypadki (w przeciwieństwie do maintereamowych social mediów, które przecież karmią się ludzką nienawiścią i zrobią wszystko, żeby wydobyć ją z ludzi). Bo ja jestem z tych, którzy wolą dostać fajne trzy komentarze od trzech fajnych osób, niż milion serduszek od botów i sto komentarzy od jakichś przypadkowych zjebów, którym strasznie nie podoba się, że gram na innej konsoli, niż oni (na przykład).

Po drugie, na wallu widzę tylko to, co chcę, a jeśli posty jakichś osób na Mastodonie (np. podane dalej przez kogoś, kogo obserwuję) mi nie odpowiadają, to bez zbędnych nerwów i emocji na spokojnie mogę te konta wyciszyć. Nikt nie leci z mordą na innych i nie wyzywa. A nawet jakby chciał, to na Fedi zarobi bana, zamiast gratyfikacji. Bo tam admini serwerów na ogół dbają o porządek i poziom. Z tego samego powodu na serwerach nie ma botów, ani wszelkiego syfu wygenerowanego przez sztuczną inteligencję.
Także – na Fedi nie zobaczy się nic, co w ciągu trzech sekund podniesie człowiekowi ciśnienie i popsuje humor na resztę dnia. Tak, to nie jest przypadek, że wall na Facebooku realnie wpływa na nasz nastrój i komfort psychiczny. Co do feedu na Instagramie, ja osobiście wiem jak sprawić, żeby był przyjazny, ale większość ludzi tego nie doświadcza – statystyki (np. z Wikipedii) są w tej kwestii bezlitosne.

Po trzecie, przez brak algorytmów i jakiegokolwiek wsparcia dla AI, Fedi nie jest nijak atrakcyjne dla żadnych szeroko pojętych inwestorów, biznesów czy ogólnie osób, które interesuje tylko monetyzacja. To jest właśnie taki stary, dobry internet sprzed 20 lat, który tworzyli ludzie z pasją dla innych ludzi z pasją, a nie boty i influencerzy dla zasięgów, klientów i pieniędzy. Co ważne, Fedi nie kradnie twoich na przykład tekstów, fotografii czy rysunków i nie użyje ich do nakarmienia AI.

Po czwarte, większość osób na Fedi to ludzie świadomi cyfrowego świata, w tym także stosowanych w nim technik manipulacji. Nie będą gratulować wygenerowanej przez AI babci 101 urodzin ani podawać jej swojego numeru telefonu, nie będą promować filmików, w których ktoś “w cudowny sposób” “ratuje” kotka, który “sam wpadł” do studni, nie będą powielać fałszywych wiadomości służących tylko polaryzacji społeczeństwa. Są na Fedi również osoby dość “radykalne” w swojej lewicowości czy niezależności od bigtechów, ale nikt nikogo nie zwyzywa za to, że używa nie wiem, Photoshopa zamiast Gimpa – a wręcz przeciwnie, ludzie są pomocni i chętnie doradzą w sprawie np. otwartego oprogramowania. Bez wyzwisk, głupawych tekstów czy wyśmiewania. I dodam, chociaż może to dowód anegdotyczny, że nie spotkałam tam żadnej pani Gertrudy z różami i Jezusem na profilowym, która wprawdzie nie potrafi pisać na klawiaturze, ale to nie przeszkadza jej rzucać w każdego zgniłym mięsem. :)
Fedi jest również w większości bezpieczną przestrzenią dla osób queerowych. No i wymiana zdań na Fedi, w przeciwieństwie do Facebooka, nie daje mi uczucia wpadnięcia w sam środek zasranego rowu.

Także, reasumując: jeśli szukasz miejsca “jak dawniej” i zależy ci na interakcjach z fajnymi ludźmi, a nie tylko na sztucznym ruchu i złudnym poczuciu bycia fajnym – które może prysnąć niczym bańka mydlana (np. wtedy, kiedy Meta zablokuje permanentnie twoje konto za rzekome złamanie bliżej nieokreślonych “standardów społeczności”), Fedi jest zdecydowanie dla ciebie. :)