…a sobie będę pisać. Zobaczymy czy się przyjmie. Dla mnie przy okazji pisanie terapeutyczne, bo wymaga powrotu do pewnych faktów i posegregowania ich w głowie przed przelaniem do blogowego edytora.
—
Poniedziałek:
Po weekendzie nie wróciłam do grania w “Preya”, którego napoczęłam w zeszły piątek. Dość męcząca dla mnie gra i niestety dostałam gaming sickness. :’) Może potem przejdzie, a może nie. Na domiar złego i Misia, i mnie złapało choróbsko. Misiowi poszło w kaszel, a ja dostałam parszywej jelitówki, więc już w ogóle mi się odechciało wszystkiego.

Wtorek:
Nasze samopoczucie zaskakująco się polepszyło, więc wsiedliśmy na rowery i pierdyknęliśmy 20 km po okolicy. Jak na dwa grubasy z dwucyfrową nadwagą to chyba całkiem fajny wynik. :)

Środa:
Odpoczywaliśmy, a do tego standardowe obowiązki domowe, czyli nic ciekawego.
Czwartek:
Czwartek minął pod znakiem innej wycieczki. Najpierw pojechaliśmy do cioteczki, która jak co roku do początku jesieni przebywa głównie na swojej działce za miastem. Cioteczka dała nam swoje domowe kiszonki, które okazały się wyśmienite. Jesteśmy też bogatsi o sprawny telewizor CRT, ale jeszcze nie wiemy czy go zatrzymamy – do PlayStation 2 mamy już inny odpowiedni i lepszy telewizor. No i ponieważ okolica działki jest malownicza, mój polatał trochę dronem i zrobił kilka ładnych ujęć.
Po wizycie u cioteczki pojechaliśmy odwiedzić teściów, a konkretnie teściową, bo teść siedział do późna w pracy. Zjedliśmy smaczną obiadokolację i dostaliśmy wałówkę, a psica była oczywiście w siódmym niebie, bo latała po działce, a potem “babcia” ukochała.


Piątek:
Miś miał swoje święto, więc było trochę dobrości. Ale niestety 3/4 dnia zeszło nam na zakupach… Szukaliśmy różnych tzw. przydasiów do domu i ogrodu. Kupiliśmy w końcu odpowiednie grabie do ogrodu, Miś kupił aktualnie potrzebne do roboty przy domu rzeczy, a moja kolekcja wzbogaciła się o kolejny kaktusik. :) Niestety wciornastki zaczęły się panoszyć i musiałam zamówić na Allegro specjalny preparat na to paskudne guano. Zdrowie ok, chociaż rano męczy mnie kaszel (dzięki temu wcześniej wstaję xd). Zabrałam się też za cieniowanie pierwszej strony mojego fankomiksu z Half-Life 2.

Sobota:
Odebrałam środek na wciornastki i opryskałam wszystkie kwiatki w pokoju na dole. Mam nadzieję, że ich nie spali. xD Mieliśmy jeszcze kotlety i mizerię od teściowej, więc zrobiłam do nich puree. Przyznam nieskromnie, że wyszło mi zajebiście i mogę powiedzieć, że dorównałam mojej śp. babci w tej kwestii. :) A tak to dzień minął mi na standardowych obowiązkach w domu i cieniowaniu kolejnych kadrów mojego komiksu.
Niedziela:
Planowaliśmy spacer, ale pogoda od rana była fatalna. Miś walczył z odkurzaczami, które jakiś czas temu dostaliśmy od teścia. Odkurzacze były strasznie zasyfione i naprawdę dużo fatygi kosztowało Misia ich wyczyszczenie – jeden ma trafić do mojej mamy, i straszny wstyd wysłać jej takiego brudasa. Ja równolegle sprzątałam nasz pokój dzienny i udało mi się – w końcu poodkurzałam i umyłam podłogę! Fajnie mieć znowu energię i nie czuć się notorycznie jak gówno (powrót energii zawdzięczam lekom na tarczycę i żelazu).
